EFEMERYCZNE ZWIELOKROTNIANIE PLIKU – O CO CHODZI?

Korzystanie z Internetu wiąże się każdorazowo z kopiowaniem wszelkich treści, odbieranych przez nasze zmysły wzoru i słuchu przez pamięć komputera. Zjawisko to jest całkowicie automatyczne, niezależne od naszej woli i stanowi nieodłączną część procesu związanego z korzystaniem z omawianym medium.

To zdarzenie w równej mierze odnosi się także do kopiowania treści objętych prawem autorskim. Zauważono więc, że podczas przeglądania stron internetowych dochodzi do naruszenia monopolu twórcy do korzystania ze swojego dzieła. Konieczne było więc uregulowanie tego obszaru, aby z jednej strony szanować prawa autorów, z drugiej natomiast umożliwić legalny rozwój i możliwość korzystania z Internetu.

Na tej podstawie zarówno unijny, jak też pochodnie polski prawodawca, wymyślił konstrukcję prawną nazywaną „efemerycznym zwielokrotnieniem utworu”. Zgodnie z ustawą o prawie autorskim (art. 23(1) prawa autorskiego) znajduje ona zastosowanie do tych sytuacji. Pomimo mocno skomplikowanej i niejasnej redakcji przepisu chodzi o wszystkie te zdarzenia, gdy użytkownik poprzez użycie sieci informatycznej automatycznie kopiuje treści chronione na ekranie komputera, czy też w plikach tymczasowych (tzw. cookies)

Na tym można by oczywiście poprzestać i zamknąć temat legalności korzystania z Internetu. Skoro treści kopiują się automatycznie i użytkownik nie ma na to wpływu, to nie możemy mówić o jakichkolwiek naruszeniu. Z drugiej strony jednak to, że pliki są kopiowane automatyczne nie oznacza, że użytkownik nie dokonuje świadomego wyboru strony zawierającej legalne lub nielegalne treści.

W związku z tymi wątpliwościami, doczekaliśmy się również orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

 

KORZYSTANIE Z INTERNETU, A LEGALNOŚĆ DZIAŁAŃ UŻYTKOWNIKÓW

Kilka lat temu pewna brytyjska organizacja zbiorowego zarządzania poddała w wątpliwość czy samo korzystanie ze stron internetowych może być interpretowane jako „efemeryczne zwielokrotnianie pliku”. Zgodnie z rozstrzygnięciem Trybunału kopie na ekranie komputera użytkownika i kopie „w pamięci podręcznej” na twardym dysku tego komputera, tworzone przez użytkownika końcowego, podczas oglądania strony internetowej spełniają przesłanki efemerycznego zwielokrotnienia, tzn. można przeglądać strony internetowe nie naruszając praw twórców.

Orzeczenie Trybunału mogłoby się wydawać czystym truizmem. Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że przeglądanie Internetu jest legalne, skoro robią to codziennie miliony użytkowników na całym świecie. Możliwe jednak było interpretowanie tego w kontekście przyzwolenia prawa unijnego na korzystanie z wszelkich stron internetowych, także takich, które zawierają treści nielegalne. Przypuszczenia te były uprawnione tym bardziej, że orzeczenie zapadło po wspomnianym w poprzednim artykule „przełomowym” wyroku w sprawie ACI Adam. Jednakże już w 2017 roku ten sam Trybunał orzekał w innej, podobnej sprawie. Tym razem w związku ze żądaniem holenderskiej organizacji zbiorowego zarządzania poruszany był problem sprzedaży odtwarzacza multimedialnego, oferującego dostęp do filmów zamieszczanych bez zgody twórców. Na kanwie tej sprawy Trybunał stwierdził, że samo przeglądanie treści na nielegalnych serwisach nie może być traktowane jako wyjątek od zasady ochrony praw autorskich, a tym samym stanowi naruszenie.

Rozstrzygnięcie Trybunału może stanowić podstawę do traktowania działań milionów użytkowników serwisów oferujących pirackie treści jako działań sprzecznych z prawem. Trudno jednak doszukiwać się konkretnych działań lub sankcji, jeśli niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że samo oglądanie lub słuchanie nielegalnych treści stanowić może jakiekolwiek naruszenie. Orzeczenie to jest jednak przejawem niebezpiecznego trendu. Zgodnie z logiką Trybunału to użytkownik powinien orientować się czy przegląda legalną, czy nielegalną stronę, czego weryfikacja w wielu wypadkach jest zwyczajnie niemożliwa.

Należy jednak podkreślić, że polski porządek prawny, podobnie jak w przypadku ściągania nielegalnych treści w dalszym ciągu nie rozróżnia dozwolonego użytku ze źródeł legalnych lub nielegalnych. Stąd też póki polski ustawodawca lub Sąd nie przesądzi tej kwestii odpowiedzialność użytkowników stoi pod znakiem zapytania.

Komentarze

Asia

2019-01-23 13:44:51

Ciekawy artykuł! :)